Życie jest „ryzykowne” – myśli własne

Życie jest „ryzykowne” – myśli własne

Życie jest „ryzykowne” . Owszem, ale to ryzyko produkujemy sami.
Ryzykiem jest to, że żyjemy. By zacząć żyć potrzeba odwagi.
Możemy jednak umrzeć, a tego boimy się najbardziej.
Nie chcemy rozumieć, poznać innej opcji, chcemy wierzyć tylko w to co wiemy, tak bezpiecznie jest. Patrzymy wokół, bo tak trudno jest uwierzyć i zaufać niewidzialnemu.
Trzymamy się „życia” za wszelką cenę.
Co nazywamy „życiem”?
Tyle bólu i cierpienia, ile jest na tej planecie mogłoby stać się „paliwem” rakiety kosmicznej, która przeleciałaby na nim kosmos.
Produkujemy cierpienie, lęk i ból w ilościach niezliczonej energii którą formujemy niczym broń i niszczymy siebie nawzajem, niszczymy ŻYCIE..
Czy jednak to, że sami produkujemy, nie jest też elementem stwórczym, zarówno boskim jak i ludzkim? Mamy moc twórczą, ale nie wiem jak jej używać.
Nasze serca są tak chore i poranione, że w bezsilności próbujemy się wzajemnie ranić, zbawiać, naprawiać i pouczać.
Znajdujemy kolejne metody, nauki, sztuczki by w końcu poczuć ulgę i wolność. By w końcu poczuć, ze zasługujemy już na Miłość.
Traktujemy czasem siebie i innych jak popsute narzędzia do naprawy, jak coś co się zepsuło i wymaga interwencji.
Tak bardzo potrzebujemy Miłości, że dajemy się wkręcić w nienawiść. Tak bardzo nienawidzimy, że umieramy z pragnienia.
Tak bardzo czujemy brak, że próbujemy go zapełniać nadmiarem i ilością. Nadmiarem rzeczy, bodźców, słów, obrazów. Tak bardzo boimy się utracić, że nie widzimy, że nic nie posiadamy.
Tak bardzo za bardzo chcemy żyć, że tracimy życie.!
Nie widzimy Teraz, bo nie chcemy widzieć tego co sami stworzyliśmy.
Tak bardzo chcemy żyć, że chcemy usunąć i wyprzeć śmierć, która jawi nam się jako koniec wszystkiego.
Ranimy, a nie kochamy, choć nazywamy to miłością. Nikt nas nie nauczył kochać w tym szpitalu poranionych serc od pokoleń. Poranieni od pokoleń, pokolenie za pokoleniem dokonujemy ekstrakcji serc.
Nasze serca tracą czucie z każdą kolejną tragedią, rozczarowaniem, odrzuceniem. Kulą się, zamykają, twardnieją na sąsiada, na matkę, na córkę, na syna. Bo boli! Tak boli odrzucenie, brak zrozumienia, brak czasu, brak relacji. Nie słuchamy i nie rozumiemy, bo się boimy. Nie chcemy usłyszeć i zobaczyć często zawstydzeni sobą w bezsilności i niemocy. Nie wiemy jak odpowiedzieć na zło, na czyjś smutek, żal i rozpacz.
Nie umiemy kochać.
W końcu już nie ma po co żyć, bo wszystko wydaje się cierpieniem. Ale i to okazuje się być Miłością!
Nie wiemy po prostu czym Miłość Jest.
SH
wylało się… już się wylewa;
z serca do serca, niech umysł odpocznie, a serce będzie ciche
[nic personalnego, po prostu myśli]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − 1 =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.