„Zrozumieć rodzinę” John Bradshaw

„Zrozumieć rodzinę” John Bradshaw

PRZYPOWIEŚĆ – TRAGEDIA TRAGEDII HISTORIA HUGA
Dawno, dawno temu urodziła się osoba królewskiego rodu. Nadano jej imię Hugo (przypis autora- dla gramatycznej zgodności i jasności w książce będą używane zaimki on, jego i jemu zamiast ona lub on, jego lub jej, jej i jemu. Nie oznacza to żadnych uprzedzeń co do płci czy braku wrażliwości.)
Chociaż będę opowiadał o niej jako o mężczyźnie, nikt nie
wiedział jakiej naprawdę była płci i właściwie nie miało to znaczenia. Hugo nie był podobny do nikogo kto kiedykolwiek żył przedtem i do nikogo kto kiedykolwiek się jeszcze narodzi. Hugo był niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju – jak nieoszlifowany bezcenny diament.
Przez pierwszych 15 miesięcy życia Hugo znał siebie tylko z odbicia, które widział w oczach swoich opiekunek. Miał strasznego pecha. Jego opiekunki chociaż nie były niewidome, nosiły okulary. Każda para okularów zawierała w sobie wyobrażenie o Hugu, tak że opiekunki widziały go tylko poprzez wyobrażenia swoich okularów. Dlatego chociaż były one fizycznie obecne, żadna z nich nigdy naprawdę go nie widziała. Gdy Hugo dorósł był mozaiką wyobrażeń innych ludzi o nim samym, a żadne z tych wyobrażeń nie oddawało tego kim był naprawdę.
Nikt nigdy naprawdę go nie widział, tak że nikt nigdy nie pokazał mu jak naprawdę wygląda. W konsekwencji. Hugo myślał, że jest mozaiką wyobrażeń. Naprawdę nie wiedział kim jest.
Czasami w ciemności nocy, gdy był całkiem sam Hugo wiedział, że
zostało zagubione coś ogromnie ważnego. Doświadczał tego jako dręczącego poczucia pustki.
Hugo próbował wypełniać tę pustkę i próżnię wieloma sposobami: władzą, światową sławą, pieniędzmi, majątkiem, używkami, jedzeniem, seksem, podniecającymi wrażeniami, rozrywką, związkami z ludźmi, dziećmi, pracą – a nawet ćwiczeniami. Ale bez względu na to co robił, nigdy nie poczuł, że dręcząca go pustka zniknęła.
W ciszy nocy, gdy kończyły się wszystkie rozrywki nadal słyszał cichy głos, który mówił: „Nie zapomnij; proszę nie zapomnij o mnie!”
Ale niestety Hugo zapomniał i umarł, nigdy nie dowiedziawszy się kim był naprawdę!
[…]
Ostatnie 35 lat zapoczątkowało nowe rozumienie znaczenia wpływu rodziny na strukturę osobowości. Podczas gdy zawsze było wiadomo, że rodzina na nas wpływa, teraz odkryto, że wpływ ten przekracza wszystko co można sobie wyobrazić. Dzisiaj rozumiemy, że rodziny są dynamicznymi systemami społecznymi, posiadającymi swoje prawa, elementy i reguły.
Najważniejszymi regułami rodziny są te, które określają co to
znaczy być jednostką ludzką. Obejmują one najbardziej podstawowe przekonania dotyczące wychowywania dzieci. To, co rodzice sądzą na temat życia ludzkiego i ludzkiego spełnienia znacząco wpływa na ich metody wychowawcze.
W procesie wychowania tworzy się więc rdzeń przekonań dziecka o sobie samym. Nic nie może być ważniejsze od tego. Dzieci są naturalnym i największym bogactwem każdej kultury. Przyszłość świata zależy od tego jak nasze dzieci będą myślały o sobie. Wszystkie ich wybory zależą od tego jak spostrzegają one siebie.
Jednak dzisiaj przeżywamy kryzys rodziny. Zmusza to do refleksji nad naszymi zasadami wychowywania dzieci i przebiegającymi przez wiele pokoleń procesami uwieczniającymi te zasady.
CHOROBA DUSZY – WSTYD
Uważam, że reguły panujące w rodzinach są znieważające i
zawstydzające. Niszczą one tożsamość dziecka. Wywołują wstyd. Zgodnie z tym co mówi Gershen Kaufman w książce pt. „Shame”, wstyd jest:
„…chorobą duszy. Jest to najbardziej bolesne doświadczanie własnej osoby przez siebie samego, niezależnie od tego czy przejawia się w uczuciu upokorzenia czy tchórzostwa, czy w poczuciu niezdolności do pozytywnego sprostania wyzwaniom. Wstyd jest raną, którą odczuwamy od wewnątrz, która oddziela nas zarówno od siebie samych, jak też od innych ludzi”.
Zgodnie z Kaufmanem wstyd jest źródłem większości zaburzających stanów wewnętrznych, które są sprzeczne z pełnym życiem ludzkim.
Depresja, alienacja, wątpliwości co do własnej osoby, izolująca samotność, zjawiska paranoidalne i schizoidalne, kompulsje, rozszczepienie ja, perfekcjonizm, głębokie poczucie niższości, nieadekwatności czy defektu, tak zwane zaburzenia osobowości pogranicznej (borderline) czy narcyzm – wszystko to jest wynikiem wstydu. Wstyd jest mordercą duszy. Gdy wstyd zostaje zinternalizowany, staje się rodzajem psychicznego paraliżu, czymś w rodzaju śmierci za życia. Wykuty w schematach naszych relacji z rodzicami wpływa on na każdą inną relację naszego życia. Wstyd jest totalnym brakiem akceptacji własnej osoby.
WSTYD l WINA
Wstyd jest uczuciem zranienia, ale bardzo różni się od poczucia winy. Wina mówi: zrobiłem coś złego, a wstyd: coś ze mną jest nie w porządku. Wina mówi: zrobiłem błąd, a wstyd: jestem do niczego. Wina mówi: to co zrobiłem nie było dobre, a wstyd mówi: nie jestem dobry.
Różnica pomiędzy nimi jest bardzo głęboka.
Nasze zasady rodzicielskie nie były poważnie aktualizowane przez ostatnie 150 lat. Wysoki wskaźnik rozwodów, zaburzenia wieku dorastania, masowe nadużywanie leków, epidemia kazirodztwa, zaburzenia łaknienia i przemoc fizyczna są sygnałem, że coś jest radykalnie nie w porządku.
Jestem przekonany, że stare zasady już nie działają. Nasza świadomość zmieniła się, tak jak nasze widzenie świata.
WSTYD POPRZEZ ZANIEDBANIE
Nasze zasady rodzicielskie wywołują wstyd przede wszystkim przez zaniedbywanie dzieci. Rodzice zaniedbują dzieci w następujący sposób:
1. Przez rzeczywiste fizyczne opuszczenie.
2. Przez nieujawnianie wobec dzieci swoich własnych emocji.
3. Przez nieuznawanie dziecięcej ekspresji emocji.
4. Przez niezaspokajanie rozwojowej dziecięcej potrzeby zależności.
5. Przez fizyczne, seksualne, emocjonalne i duchowe nadużycia
wobec nich.
6. Przez wykorzystywanie dzieci do zaspokojenia własnych nie
zaspokojonych potrzeb zależności.
7. Przez wykorzystywanie dzieci do zajmowania się małżeństwem rodziców.
8. Przez ukrywanie i zaprzeczanie wstydliwym sekretom rodziny wobec świata zewnętrznego tak, że dzieci muszą chronić te sekrety, żeby utrzymać równowagę rodziny.
9. Przez odmawianie im swojego czasu, uwagi i wskazówek.
10. Przez „bezwstydne”, nie uznające własnych ograniczeń działanie.
Dziecięce potrzeby są nie do nasycenia w takim sensie, że potrzebują one rodziców stale, przez całe dzieciństwo. Żaden pięciolatek nie spakował swojej torby i nie zwołał spotkania rodziny, żeby podziękować rodzicom za wsparcie i wskazówki przed opuszczeniem domu rodzinnego i podjęciem własnej drogi w świecie. To zabiera przynajmniej 15 lat zanim w naturalny sposób budzi się w dziecku pragnienie opuszczenia domu i rodziców. Przez ten czas dzieci potrzebują tego, żeby ich rodzice byli po prostu dla nich.
W zaniedbaniu porządek natury jest odwrócony. To dziecko musi troszczyć się o swoich rodziców. Nikt nie troszczy się o nie. Przez zaniedbanie zostaje zniszczona wspaniałość i unikatowość, która charakteryzuje każde ludzkie dziecko. Dziecko staje się samotne i wyalienowane. Zaniedbanie tworzy zakorzenioną we wstydzie wewnętrzną istotę, wewnętrzne ja.
WYŁANIANIE SIĘ FAŁSZYWEGO POCZUCIA WŁASNEGO JA
Ponieważ wewnętrzne ja jest uszkodzone przez wstyd,
doświadczanie siebie jest bolesne. Dla skompensowania tego, żeby przeżyć, jednostka rozwija fałszywe ja.
Fałszywe ja tworzy maskę obronną, która odcina człowieka od bólu i wewnętrznej samotności prawdziwego ja. Po latach działań odgrywania i stwarzania pozorów – jednostka traci kontakt z tym kim naprawdę jest. Jej prawdziwe ja staje się odrętwiałe.
Kryzys jest dużo gorszy niż ktokolwiek przypuszcza, ponieważ dorośli, którzy są rodzicami dla swoich dzieci byli także zaniedbywani w dzieciństwie i są oddzieleni od swojego własnej prawdziwego, wewnętrznego ja. Dorośli, którzy są rodzicami także ukrywają swoje zakorzenione we wstydzie wewnętrzne ja. Tak, że kryzys nie dotyczy wyłącznie tego jak wychowujemy nasze dzieci; chodzi tu o setki milionów ludzi, którzy wyglądają jak dorośli, rozmawiają i ubierają się jak dorośli, ale w rzeczywistości są dorosłymi dziećmi. Te dorosłe dzieci wypełniają nasze szkoły, nasze kościoły i nasze rządy. Tworzą one także nasze rodziny.
Ta książka mówi o kryzysie we współczesnej rodzinie – o kryzysie dorosłych dzieci wychowujących własne dzieci, które także staną się dorosłymi dziećmi.
REGUŁY RODZINY
Reguły wychowywania dzieci są najbardziej uświęcone ze
wszystkich zasad. Są one zalegalizowane przez naukę religii i
podtrzymywane w naszych systemach szkolnych. Nawet poważne zastanawianie się nad nimi jest traktowane jak świętokradztwo Dlatego właśnie kryzys jest dużo gorszy niż większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę.
Dom stoi w ogniu, ale podobnie jak w bajce o królu, który jest nagi, nie powinniśmy tego widzieć. Dzielimy wspólne zaprzeczanie i kulturową zasadę „nie mów”. Jest ona głęboko zakorzeniona w regułach, które rządzą wychowywaniem dzieci.
Dziecko ma odzywać się gdy jest o to proszone; dziecko ma być widziane, a nie słyszane; dziecko ma być posłuszne każdemu dorosłemu bez zadawania pytań. Pytanie jest aktem nieposłuszeństwa.
I tak zasady te podtrzymywane są przez posłuszeństwo dzieci
żyjących we wszystkich dorosłych, którzy stanowią wychowujące rodziny.
Ukryte dziecko w każdym dorosłym jest nadal posłuszne, tak że zasady są przekazywane kolejnym pokoleniom i grzechy ojca zostają pomszczone na dzieciach w trzecim i czwartym pokoleniu.
Kryzys jest dużo gorszy niż sobie uświadamiany, ponieważ pierwsza reguła obejmująca pozostałe uświęcone reguły mówi, że nie możemy kwestionować żadnej z nich. Nie powinniśmy rozmawiać o regułach. To okrywa hańbą naszych rodziców.
Nie mamy wyboru. Musimy złamać regułę, kwestionować reguły, rozmawiać o nich – nie mamy innego wyjścia. Musimy ocenić je w świetle naszej nowej wiedzy o rodzinie traktowanej jak system.
Musimy badać te zasady, aby zrozumieć naszą kompulsywność. Wstyd z towarzyszącą mu samotnością i psychicznym odrętwieniem
napędza nasz kompulsywno-nałogowy styl życia. Wstyd jest jak dziura w filiżance naszej duszy. Ponieważ dziecko żyjące w dorosłym ma nienasycone potrzeby, filiżanki tej nie można napełnić. Jako dorośli nie możemy wrócić i stać się dziećmi. Znowu siedzieć u Mamy na kolanach, czy zabrać się z Tatą na ryby. I bez względu na to jak bardzo próbujemy zmienić nasze dzieci, kochanków czy partnerów w Mamę i Tatę – nigdy się to nie udaje. Nie możemy znowu stać się dziećmi. Bez względu na to, ile razy napełniamy filiżankę, dziura pozostaje.
Wstyd napędza kompulsywność, a kompulsywność to powrót zarazy w naszych czasach. Jesteśmy napędzani. Chcemy więcej pieniędzy, więcej seksu, więcej ciastek, więcej alkoholu, więcej narkotyków, więcej skoków adrenaliny, więcej rozrywek, więcej władzy, więcej ekstazy. Podobnie jak w trwającej bez końca ciąży nigdy nie osiągamy spełnienia.
Nasze troski dotyczą spraw życia codziennego. Nasze problemy są skoncentrowane na tym co jemy, co pijemy, jak pracujemy, jak śpimy, jacy jesteśmy w bliskich związkach, jaki mamy orgazm, jak się bawimy, jak praktykujemy naszą wiarę. Stajemy się tak zajęci i rozproszeni, że nigdy nie czujemy tego, jak naprawdę jesteśmy samotni, zranieni, wściekli i smutni.
Dziura w naszej duszy oznacza zburzenie – jak mówi Auden – naszego rancza izolacji i naszych przygłuszonych żalów. Nasza kompulsywność mówi nam o zagubionym mieście – miejscu głęboko wewnątrz nas, gdzie w ruinach ukrywa się dziecko.
[…]
Fragmenty pochodzą z książki „Zrozumieć rodzinę” John Bradshaw 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 − three =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.