Przebudzenie,  Świadomość

Kiedy powiesz sobie DOŚĆ

Dość negatywności | Dość cierpienia | Dość lęku

Kiedy nadejdzie moment, że jak przez mgłę zaczynasz sobie przypominać KIM naprawdę JESTEŚ i kiedy zobaczysz, że wszystko co stworzyłeś w swoim życiu jest tylko odbiciem tego, co nosisz w umyśle… przychodzi ten czas, kiedy wybierasz ostatecznie WOLNOŚĆ. Wolność od błędnych przekonań, wolność od świata, wolność od cierpienia i jedyne czym chcesz pozostać to twoja prawdziwa istota – MIŁOŚĆ

Nic nie jest przypadkowe w tym świecie, a każdy z nas wybiera i podejmuje decyzje w każdej chwili swojego życia. Od intencji i decyzji zaczyna się wszystko.

Przez ostatnie dwa lata przeszłam przez piekło własnego umysłu.
Czy musiałam ? nie wiem. Patrząc na ten czas z perspektywy, widzę jak wiele błędnych przekonań i kłamstw wyszło na powierzchnię, jak wiele prawdy o sobie zobaczyłam.
Czy miałam inny wybór ? potencjalnie miałam. Jednak nie podjęłam go poza desperackim wołaniem o pomoc. Nie byłam w tamtym czasie w stanie sama się z tego wydobyć. Moja wola była jakby zaciemniona, osłabiona i pozostało mi jedynie rozpaczliwie wołać do Boga. Obwiniałam się za to przez cały ten czas, ponieważ znałam już inne stany świadomości i wiedziałam, że można żyć inaczej. Wszystko wiedziałam, tylko, że cała ta wiedza poszła wtedy w zapomnienie, została przykryta jakimś płaszczem, a ja czułam się jakbym była zupełnie nieświadomym człowiekiem.

W zalewie nieświadomych negatywnych programów w moim umyśle, będąc w stanie obezwładniającego lęku, nie byłam w stanie wyjść o własnych siłach na Światło. A im bardziej chciałam to zrobić, tym było gorzej. Toczyłam wewnętrzną walkę, która w moim odczuciu była walką na śmierć i życie. Walczyłam przeciwko sobie, ze sobą i jednocześnie o siebie.
Ciemna noc duszy
Przez ten cały czas stawiałam opór wszystkim „negatywnym” doświadczeniom i emocjom. Byłam w stanie dostrzec błędne przekonania, ale nie wiedziałam co z nimi zrobić, bo pomimo uświadomienia ich sobie, sytuacja wydawała się pogarszać z dnia na dzień. Emocjonalnie doszłam do kompletnego poczucia beznadziei, bezsensu i w zasadzie byłam już skłonna pogodzić się na nieuchronny koniec tej ziemskiej wędrówki. Nie miałam zgody jednak na taki koniec. W rozpaczy pytałam tylko Boga o sens. Fizycznie moje ciało doprowadziłam do ruiny, opadłam z sił fizycznych i psychicznych. Dodatkowo pojawił się lęk przed śmiercią i pomimo wiedzy i wcześniejsze pracy nad tym, on wciąż był i rósł na sile. Pojawiło się przekonanie o tym, że to Bóg mnie pokarał chorobami, za to, że wpadłam w czarną rozpacz. Poczucie winy rosło, karanie siebie przybrało monstrualne rozmiary i osiągnęło zenit. Czułam się do niczego, nikomu nie potrzebna, beznadziejna i opuszczona. I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że to wszystko co się dzieje ze mną, całe moje życie jest oparte na jednym fundamentalnym przekonaniu, w które uwierzyłam jako dziecko „coś ze mną jest nie tak”. Doszłam do absolutnego zamętu, zamieszania i chaosu wewnętrznego.

Dużo pracy jeszcze przede mną, ale już widzę Światło.

To nie był czas stracony, ale też był bardzo trudny. Dzisiaj widzę już wyraźnie jak działa umysł. Umysł (świadomy i nieświadomy) to filtr Świadomości, który stwarza iluzję oddzielenia od Boga (Źródła). Dopóki są w nim ciemne obszary, dopóty Światło nie może zaistnieć w pełni. Każdy fałsz / kłamstwo/ to jak cegła w murze oddzielającym nas od pełni nas samych i połączenia z Bogiem, które jest w każdym z nas, niezbywalnie!

Kiedy dwa dni temu sięgnęłam ponownie do własnych notatek (pokonując lęk spowodowany programem poczucia winy i kary, który reaktywował się z pełną mocą w związku z doktryną religijną), nagrań z czasu przebudzenia i w końcu usiadłam i skierowałam uwagę na siebie, na własne wnętrze w poszukiwaniu odpowiedzi, stało się jasne, że to nie kara Boga, że to nie wina demonów, że cały mój ból, cierpienie i samopoczucie pochodzą jedynie z wnętrza mnie samej i są wynikiem tego, że uwierzyłam w fałszywe przekonania na swój temat i świata. I choć doświadczyłam żywego Boga, to jednak nie uchroniło mnie to i wyzwoliło z własnego umysłu, który wciąż pozostawał niezmieniony w bardzo istotnych kwestiach. W zasadzie ostatnie dwa lata pokazały mi potężne sterujące mną programy poczucia winy, wstydu i ofiary. Warstwa po warstwie odsłaniały się programy dumy i winy. W zasadzie wszystko we mnie i wokół mnie mówiło JESTEŚ WINNA. Potępienie, karanie siebie, wstyd, lęk przed odrzuceniem i autodestrukcja kierowały mną całe życie, ale po doświadczeniu Boga, stały się widoczne i pomimo ich uświadomienia sobie, proces uwalniania trwał dwa lata i był jednym z najtrudniejszych okresów w moim życiu.
Jeśli ktoś nie ma tego programu, to nie wie jak niszcząca i potężna jest to energia i jak zniewalająca w każdym aspekcie życia. Każdym !

Ten program prowadzi wprost do samozagłady ! I dziś już wiem czym chcę się dzielić z innymi ludźmi. Jedyne co mogę dać, to moje doświadczenie i o tym właśnie będę od dzisiaj pisać.

Jednak nie będzie to już ciemna strona mocy, będzie o tym jak z niej wyjść. Ponieważ sama przez większość życia byłam smutkiem i cierpieniem i wiem dokąd mnie to zaprowadziło. Doświadczałam najniższych stanów świadomości, żeby pewnego dnia Bóg wywyższył mnie i pokazał mi co w ogóle jest możliwe. Doświadczyłam Bezwarunkowej Miłości, Akceptacji, Pokoju i Radości. Było mi dane doświadczyć tego czego nawet nie umiałabym sobie wyobrazić, bo przez całe moje życie doświadczałam siebie w ciemnościach i smutku.

Bogu dziękuje i sobie, że mam w sobie determinację i upór, żeby żyć. Ta determinacja połączona z uporem, nie pozwalała mi ostatecznie skapitulować i zaprzestać szukania dla siebie pomocy. Choć przyznam, że moja wiara słabła z dnia na dzień, to jednak wciąż gdzieś w środku słyszałam głos – szukaj wyjścia.

O tym będzie ten blog… serdecznie zapraszam zainteresowanych

Z Miłością

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 − 1 =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.